Nocna burza /
A Stormy Night

Kłopot z odtwarzaniem

Sprawdź połączenie z internetem i spróbuj ponownie.

Zobacz wskazówki i pomoc

Zainstaluj Adobe Flash

Twoja przeglądarka wymaga zainstalowania darmowej wtyczki Adobe Flash.

Kliknij aby pobrać

Zobacz także wskazówki i pomoc
aby przejrzeć listę zalecanych przeglądarek dla Twojego systemu.

Nocna burza /
A Stormy Night

Ocena: 3.5 / 5 (115 głosów)

    Dlaczego warto obejrzeć

  •   świeży i ambitny film o jednej wspólnej nocy
  •   klimatyczne zdjęcia
  •   szczery i intymny

Opis

Marcos przylatuje do Nowego Jorku z Barcelony. Na lotnisku dowiaduje się, że jego dalszy lot do San Francisco został odwołany z powodu przewidywanej burzy. Nie mając dokąd pójść, trafia do mieszkania dawnej przyjaciółki z college’u, w którym poznaje Alana, jej współlokatora.

Chociaż dopiero się poznali i nie mają ze sobą nic wspólnego, będą musieli spędzić razem dwanaście godzin i przetrwać burzę w Nowym Jorku. Seria nieporozumień sprawia, że zaczynają dyskutować o związkach, miłości i szczęściu. Chociaż każdy z nich skrywa swoje tajemnice i trudne doświadczenia, jednak największym wyzwaniem stanie się dla nich zbliżający się poranek i nadchodzące pożegnanie.

Zdjęcia

Komentarze

kolejny gejowski produkt zza oceanu, filmem tego nie nazwę, płycizna wyprodukowana tylko po to, żeby cioteczki kupiły i przeżywały denną paplaninę o gejach, kutasach, apkach, grindrach i innych arcyważnych pierdołach

Porywający nie jest, ale warto było obejrzeć - wielu z nas powinno głęboko przeanalizować niektóre myśli podane w tym filmie.
Zastanawiałem się długo czemu zdecydowano się na czarno-białą konwencję, ale tu nie chodziło o obraz tu chodziło o warstwę intelektualną (choć można było podać ją lepiej). Jednak film wartościowy i zdecydowanie do obejrzenia. POLECAM!

Niezły obraz tego jak pogubieni są dzisiejsi "Millenialsi". Pozbawieni podstaw, pozostawieni sobie przez zapracowanych lub egoistycznie obojętnych bliskich, wychowujących się na mediach społecznościowych a nie rzeczywistych relacjach. Strach przed odpowiedzialnością, zaangażowaniem, reagowanie ucieczką w obliczu pierwszych problemów "bo gdzie indziej trawa jest bardziej zielona". Tutaj akurat mamy dwie pozornie skrajne postawy - neurastenik na granicy depresji oraz udawany mizogin z zacięciem cynika. To oczywiście tylko pozory bo obaj panowie są tak samo spragnieni prawdziwej relacji a ich psychiki są tak samo kruche. W decydującej rozmowie Alan doprowadza wreszcie do sytuacji, gdzie opadają maski i na jaw wychodzi stara jak świat prawda - najważniejsze to kochać, być kochanym, akceptować i być akceptowanym, wspierać i być wspieranym. Bo przecież kocha się kogoś nie "dla zalet" ale "pomimo wad". Bohaterowie są dopiero na początku swoich podróży, więc jest szansa że się ogarną. W końcu nikt nie chce żyć w iluzji - czy to w kreskówkowym związku z tchórzliwym -"uwielbiam mojego Misia" partnerem czy też pseudo progresywnym - "nie wierzę w monogamie" mizoginem.
Co do jakości filmowej jest przyzwoicie, choć pierwsze 20-30 minut filmu trochę irytuje nieporadnością scenariusza i dość statycznym i czasem zbyt mocno stereotypowym prowadzeniem aktorów. Potem sytuacja się poprawia a Panowie mają wreszcie trochę do zagrania. Przyzwoite zdjęcia podkreślają nieco neurotyczny charakter opowieści. Do 4 gwiazdek zabrakło mi wyraźniejszej puenty historii, choć być może pokazanie takiego "wycofania się na z góry upatrzone pozycje" miało taką poetą być. Jeżeli tak to nie jest to zakończenie zbyt optymistyczne. Cóż. Czasem i tak bywa.

Obejrzałam z zainteresowaniem; początkowo nawet z nostalgią widząc lotnisko w Newark. Główny bohater nazbyt gejowski ale taki powinien być.

pretensjonalny i wtórny; prześlizguje się po problemach ledwo zarysowanych;

Mnie się podobał. Lubię takie filmy bo dotykają tego co siedzi we mnie samym i z pewnością nie tylko we mnie. O dziwo smutek i wręcz zdawałoby się neurasteniczność przydaje temu filmowi kolorytu. Ale to może tylko ja tak odbieram.

Nuda, wieje amatorszczyzną i wydumanymi problemami. Statyczny, nieruchomy, zamknięty w czterech ścianach, duszący. Szkoda, bo zapowiadał się bardzo ciekawie.

film wieje nudą, totalna amatorszczyzn, dialogi o niczym, fabuła w jednym miejscu, przez co widz, aż się dusi.
Spodziewałem się, lepszego kina.