Odzyskać i stracić /
Azul y no tan rosa

Odzyskać i stracić /
Azul y no tan rosa

Ocena: 4.5 / 5 (1070 głosów)

    Dlaczego warto obejrzeć

  •   Zdobywca Hiszpańskiej Nagrody Filmowej GOYA dla najlepszego filmu iberoamerykańskiego.
  •   Hit kinowy w Ameryce Południowej.
  •   Emocjonalna opowieść o życiu w bardzo dobrej, efektownej produkcji.

Opis

Diego jest młodym utalentowanym fotografem. Jest ceniony w świecie mody i prowadzi beztroskie życie. Wszystko się zmienia, kiedy jego długoletni partner pada ofiarą homofobii i ulicznej przemocy.

Jednocześnie okazuje się, że Diego musi zaopiekować się swoim synem, Armandem, którego nie wiedział przez wiele lat. Teraz obaj muszą się do siebie przyzwyczaić, Armando do nieznanego, homoseksualnego świata swojego ojca, a Diego do zamkniętej postawy swojego nastoletniego syna.

Obrazki

Komentarze

cisze się.

ciesze się, że zobaczyłem ten film.. Myślę, że wielu może on pomóc i poprawić humor chociaż nie brakuje tragicznych chwil... może bajkowy, ale przez to fajny, można łezkę uronić.. dziękuję, że go zakupiliście :D

Tego filmu nie da się nie kochać, oglądam kolejny raz i kolejny raz te same emocje. Fantastyczna gra aktorów, pięknie rozwinięta fabuła, tylko szkoda, że los niektórych bohaterów taki smutny. Polecam!

Piękny film, dobrze poprowadzona historia, świetnie zagrane role. Nienachalne i przemyślane przesłanie tolerancji, Duży plus za to, że, co rzadkie w produkcjach LGBT, pięknie pokazuje odbudowanie zmarnowanej kiedyś relacji homoseksualnego ojca z synem.

Przeciętna, naładowana stereotypami i pogadankami dydaktycznymi produkcja z wątkami obowiązkowo dla całej LGTB. Cóż, biorąc pod uwagę sytuację w Ameryce łacińskiej takie filmy są tam potrzebne, ale reszta świata oglądała to już w latach 90-tych. Filmowo jest ok, choć scenariusz jest przewidywalny do bólu a niektóre decyzje dotyczące obsady nietrafione. Za dużo skojarzeń z tamtejszymi telenowelami też nie wpływa na pozytywną ocenę (te melodramaty!) Plus za pokazanie lokalnego folkloru. I to by było na tyle.

Świetny film. Wzruszający, zabawny, zasmucający. Jestem seniorką i bardzo się cieszę że odkryłam Waszą platformę (za sprawą Videorecenzji Tomasza Raczka na You Tube). Jestem sympatyczką ruchu LGBT i poznanie spraw Waszego środowiska chociażby poprzez twórczość filmową bardzo sobie cenię. Więcej mądrych filmów uczących tolerancji i naszego różnorakiego człowieczeństwa.

Muzyka, krajobrazy, życie i jego wielkie i mniejsze dramaty, przyjaźnie, wzajemna sobie pomoc. Nowe, chyba już dobre relacje ojca z synem. No i ten mikrofon Delirio...w kształcie różowego penisa...CUDO!!! Wszystko będzie w porządku...jak zapewniał Fabrizio!...OBY!

Bardzo dobra wzruszająca i mądra opowieść. Kino prawdziwego konesera. Na zmianę serdeczny uśmiech i cicha łza. Takie filmy ogląda się z wielką przyjemnością. Gorąco polecam.

Najlepszy film jaki dotychczas tu obejrzałem. Nie dość, że momentami można paść ze śmiechu to i chce się płakać. Moja ulubiona postać? Dolores Delirious - perfekcyjna i taka naturalna w tej roli. Emocje niesamowite. Polecam każdemu!!!!

Dla mnie film słaby. Psychologicznie uproszczony, fabularnie naiwny. Przez godzinę konflikt, potem - przez drugą godzinę - wszyscy się kochają. Poza tym to zupełnie niemożliwe, żeby tak mogło wyglądać życie w dzisiejszej Wenezueli.

Wręcz rozkoszna w swym prognozowanym optymizmie wielowątkowa i wielotematyczna opowieść o rozmaitych przejawach różności, ich wzajemnych spięć - czasem wręcz gwałtownych - lecz ostatecznie oczywistych w gotowości do wzajemnego zrozumienia, akceptacji, a i bohaterstwa we wzajemnej obronie. Bajka? Pewno tak. Ale tęsknię za takimi bajkami.

Hm. Nie rozumiem tych zachwytów i tych ocen. Historia mogłaby być dobra, ale kompletnie zrąbana - nie wciąga, oglądając patrzy się na zegarek. Główny bohater - aktor drętwy, kładzie cały film. Jakby to było dwuwymiarowe, na jednej emocji zagrane... Tu jest naprawdę duużo, lepszych filmów...

Piękny film. Wzruszający, a nie przesłodzony. Czy prawdziwy, nie wiem. Nie znam realiów wenezuelskich. Ale fałszu jakoś nie wyczuwałem. Z niełopatologicznym przesłaniem. Ale jednak z przesłaniem, czyli trochę publicystyczny. Nie przeszkadzało mi to bynajmniej. Bardzo krzepiący, a tego przecież oczekujemy najbardziej. Owszem, nie Almodovar. Ale to właśnie Almodovar bywa skrajnie kiczowaty (to a propos niektórych komentarzy). Sorry, kicz się teraz nazywa camp i jest kochany przez snobów.

Obejrzałem po raz drugi. Niezwykle prawdziwy, smutny, ale jednocześnie dający nadzieję, aczkolwiek w polskich homofobicznych i ksenofobicznych katolickich realiach takiej nadziei raczej nie należy oczekiwać.

Zobacz także