Sorry Angel /
Plaire, aimer et courir vite

Kłopot z odtwarzaniem

Sprawdź połączenie z internetem i spróbuj ponownie.

Zobacz wskazówki i pomoc

Zainstaluj Adobe Flash

Twoja przeglądarka wymaga zainstalowania darmowej wtyczki Adobe Flash.

Kliknij aby pobrać

Zobacz także wskazówki i pomoc
aby przejrzeć listę zalecanych przeglądarek dla Twojego systemu.

Sorry Angel /
Plaire, aimer et courir vite

Ocena: 4.1 / 5 (112 głosów)

    Dlaczego warto obejrzeć

  •   nowy film Christophe'a Honoré
  •   miłość w czasach epidemii AIDS
  •   konkurs główny na festiwalu w Cannes

Bonus

Kłopot z odtwarzaniem

Sprawdź połączenie z internetem i spróbuj ponownie.

Zobacz wskazówki i pomoc

Zainstaluj Adobe Flash

Twoja przeglądarka wymaga zainstalowania darmowej wtyczki Adobe Flash.

Kliknij aby pobrać

Zobacz także wskazówki i pomoc
aby przejrzeć listę zalecanych przeglądarek dla Twojego systemu.

Outfilm Talks #2 - Sorry Angel

Opis

„Życie zaskakuje bardziej niż filmy” – powiedział Arthur do Jacquesa, kiedy pierwszy raz przypadkiem spotkali się w kinie. Jacques jest znanym w Paryżu pisarzem, a Arthur to młody student, który dużo czyta. Spotkają się jeszcze wiele razy, a ich namiętność przeplatać się będzie z intelektualną i emocjonalną grą. Jednak choroba Jacquesa nie pozwala mu uwierzyć, że ma jeszcze szansę na prawdziwą miłość. Jest rok 1993.

Nowy film ikony kina LGBT, Christophe'a Honoré („Piosenki o miłości”, „Piękna”, „Ukochany”), nominowany do Złotej Palmy w Cannes, w Polsce premierowo prezentowany na festiwalu Nowe Horyzonty w sekcji Mistrzowie. Historia Jacquesa i Arthura to nostalgiczny powrót do Paryża sprzed 25 lat. „Sorry Angel” przedstawia ten czas jako urokliwy i romantyczny, ale wciąż borykający się z cieniem epidemii AIDS. Jak stwierdził reżyser - „To nie jest historia o miłości niemożliwej – to raczej historia o niemożliwym życiu.”

W roli głównej Pierre Deladonchamps, znany przede wszystkim z filmu Nieznajomy nad jeziorem.

Do wyboru wersja lektorem lub z napisami.

Zdjęcia

Komentarze

nudna dłużyzna, nie dotrwałem do końca, a rzadko mi się to zdarza. rozczarowanie miesiąca.

Brawo za lektora idzie ta droga lub ramkową z hbo go , lub róbcie napisy wielkości cinemana lub vod.pl

Co do filmu jest to najlepszy film tego reżysera dobre francuskie kino i o niebo lepszy od mężczyzny w kąpieli.

Film zaczął się dobrze, zapowiadał się ciekawie, był jak obrazek malowany kilkoma mocnymi, wyrazistymi pociągnięciami, w barwach przyciągających uwagę, było dużo ostrej czerwieni, nasyconej zieleni, niebieskiego. Z biegiem czasu na obrazek kapało coraz więcej kropelek z kubka z wodą do płukania pędzelków. Barwy traciły na wyrazistości, na sile, rozmywały się, rozpływały, odpływały w dal, znikały. Jakby ginęła myśl przewodnia, nie za bardzo było wiadomo co i jak dalej powiedzieć widzom, pojawiały się przypadkowe przebłyski, które jednak jeszcze bardziej czyniły obrazek wodnistym. Szkoda, bo film porusza bardzo głęboką tematykę, najczęściej skrywaną, jakby stanowiła tabu, o odchodzeniu i śmierci się nie mówi... Wszystko popłynęło, zginęło w oddali, niewyraźne i zamazane.

wyjątkowe kino. przede wszystkim dla tych, którzy szukają bardziej wzniosłych doznań, ale myślę, że każdy z nas może znależć tu coś bliskiego swojemu sercu. na pewno jeden z piękniejszych filmów, jakie ostatnio widziałem.

Film chyba dobry. "Chyba" bo trudno było mi się skoncentrować, film skłonił mnie do refleksji nad moim popierzonym życiem i moimi popieprzonymi relacjami z innymi ludźmi.

świetnie ujety komentarz do filmu 78 bartek
chyba film, który zmusza do refleksji, ale ...
ale nie powala...

Jeśli Christophe'a Honoré jest "ikoną kina LGBT, a ten film ma być tego przykładem, to wstyd się przyznawać do swojej orientacji. Już samo obejrzenie załączonego bonusa z rozmowy o filmie zniechęcało mnie do obejrzenia tego filmu, a jedynie wersja z lektorem skusiła mnie, by zaryzykować, choć już w trakcie filmu szybko żałowałem, że uległem tej pokusie i marnuję czas. Film koszmarnie nudny i musiałem obejrzeć go w 3 ratach i z odrazą, bo świat degeneracji, pozbawiony jakichkolwiek głębszych wartości jest mi zupełnie obcy i nigdy mnie nie pociągał, a wręcz odpychał. Ale rozumiem, że niektórych, zwłaszcza z tzw. "środowiska", może odpowiadać taki styl, bo zgodnie z powiedzeniem "ciągnie swój do swego". Pod koniec filmu natychmiast nasunęły mi się słowa piosenki "Jakie życie, taka śmierć!" I o ile bardzo współczuję niezawinionym ofiarom aids, którzy np. mimo dbania o bezpieczny seks, wierności jednemu, stałemu partnerowi itd. zostają przypadkowo zakażeni, to zupełnie nie ruszają mnie przypadki u tych, którzy przez swój hedonizm i głupotę sami proszą się o to. Ale cóż, środowisko LGBT chyba jest najbardziej oporną grupą społeczną na wyciąganie wniosków z historii, dramatów innych, a nawet własnych. A już skrajnym kretynizmem jest świadome szukanie do seksu zakażonych partnerów, by poczuć adrenalinę ryzyka (aż trudno uwierzyć, że są takie ogłoszenia na gejowskich portalach).