Otto, czyli niech żyją umarlaki /
Otto; or, Up with Dead People

Otto, czyli niech żyją umarlaki /
Otto; or, Up with Dead People

Ocena: 2.7 / 5 (53 głosy)

    Dlaczego warto obejrzeć

  •   Najgłośniejszy film kontrowersyjnego reżysera Bruce'a LaBruce.
  •   Przykład gatunku filmowego queercore.
  •   Jeden z niewielu horrorów wśród filmów LGBT.

Opis

Młody zombie Otto zjawia się na pustej, podmiejskiej drodze. Nie ma pojęcia, jak się tam znalazł i dokąd ma iść. Dzięki złapanej okazji dociera do Berlina, gdzie zatrzymuje się w opuszczonym lunaparku, skąd wyrusza na miasto.

Wkrótce spotyka twórczynię alternatywnego kina Medeę Yarn, która postanawia nakręcić o nim film dokumentalny. Jednocześnie Medea próbuje ukończyć swój polityczno-pornograficzny film o zombie „Niech żyją umarlaki”, nad którym pracowała od wielu lat. Namawia grającego w nim główną rolę aktora Fritza Fritze, aby przenocował Otta w swoim mieszkaniu.

Otto znajduje w tylnej kieszeni spodni portfel, dzięki czemu poznaje szczegóły swojego minionego życia. Przypomina mu się były chłopak Rudolf. Umawia się z nim na podwórku szkoły, ale spotkanie przybiera tragiczny obrót.

"Otto..." to kultowy, najbardziej znany film kontrowersyjnego kanadyjskiego reżysera, Bruce LaBruce'a.

Czytaj więcej o sylwetce twórcy.

Uwaga! Film przeznaczony jest wyłącznie dla widzów dorosłych. Zawiera sceny krwawej makabry oraz dosłowne sceny seksu.

Zdjęcia

Komentarze

Strasznie toporny pseudo-intelektualny gniot, ale może to tylko ja tak to odbieram. Jedynym atutem jest Marcel Schlutt, na niego zawsze miło się patrzy. I nie rozumiem czemu wybrali angielski jako język mówiony bo wszyscy mają toporny akcent. Generalnie sprawia wrażenie, jakby jakiś licealista, ewentualnie student nakręcił coś jako projekt szkolny i myśli, że jest on bardzo ambitny, a wyszło jak wyszło.

TAKI SOBIE

Momentami dygresje reżyserki były ciekawe i czasem zabawne ale generalnie można było film zrobić znacznie lepiej biorąc pod uwagę urodę aktorów której zaprzeczyć się nie da...

Gejowskie zombi

Zdecydowałem się oglądnąć w całości ten film, głównie dlatego, że znałem wcześniej jego fragment, który stanowi jeden z moich ulubionych teledysków Antony and the Johnsons, do utworu The Atrocities. Jest na YouTube. Teraz znam jego większy kontekst, choć szczerze zanim tego nie wiedziałem moje wyobrażenia były o wiele bardziej intrygujące, tajemnicze, a teraz jestem trochę rozczarowany. W filmie wprawdzie gejowskie zombi są mało straszne, a bardziej podniecające, ale jak dla mnie to chyba jednak za bardzo wyrafinowane.

Genialny ale nie dla każdego

Genialny film, ale nie na każdą wrażliwość (jednak z naciskiem na "wrażliwość" właśnie). Jak to z wszystkimi filmami Bruce'a LaBruce. Momentami niesłychanie zabawny, szczególnie w (zapewne autoironicznej) postaci reżyserki, wygłaszającej jakieś kwestie jakby wyciągnięte z deleuza i Guattariego, Marcusego i Zizka, co ma niby pomóc zombie wczuć się w rolę zombie:)))

Film ma rozczarowująco mało zombie masakry, ale mniejsza o to. Początkowo nie wiedziałam, o co chodzi, ale potem zrozumiałam, że w filmie przemieszane są fragmenty scenariusza napisanego przez nawiedzoną reżyserkę i "prawdziwe" sceny z życia głównego bohatera, mogącego byc zarówno prawdziwym zombie, jak i uciekinierem ze szpitala psychiatrycznego. Znając reżysera, stawiam na to pierwsze. Postac reżyserki znakomicie parodiuje co bardziej nawiedzonych przedstawicieli kontrkultury i moim zdaniem jest to najmocniejszy punkt filmu.

Po co talent? Wystarczy kamera i kilku psycholi!

W czasach, gdy flaga wepchnięta w psie g..no dla niektórych już jest mega sztuką, nie potrzeba już żadnego talentu, lecz wystarczy nagrać coś na poziomie "Otto", by nazwać się wielkim artystą! A im większe dno się osiągnie, tym większy zachwyt u tych, których pierwotna wrażliwość dosłownie i w przenośni sięgnęła bruku.
Chociaż... jeszcze nikt do tej pory tak dosadnie i obrazowo nie oddał stanu większości środowiska gejowskiego! Lecz nie każdą obrzydliwość można porównywać do horroru (w tym projekcie pseudoartystycznym to raczej parodia horroru). Nic dodać, nic ująć...